Zaloguj

Zaloguj się (Członkowie WChP)

Użytkownik *
Hasło *
Zapamiętaj mnie

2023.06.07 - Grecja - Albania

Sam pomysł wyjazdu powstał po udanym pobycie na Super Rally w Szwecji w 2022, gdzie wyjątkowo dopisała nam pogoda i wydawało się że szansa na kolejne deszczowo-błotne Super Rally w Grecji ( jak w Patras ponad 10 lat temu ) jest niewielka. Plan zakładał transport motorków aż do Tirany. Sama jazda na miejsce z Warszawy na kołach jest fajna, ale przy odległościach ponad 2 tysiące kilometrów w jedną stronę oznacza dobrych kilka dni na autostradach, które dobrze już znamy i na których nie lubimy spędzać wakacji.
Lot do Tirany z naszymi partnerkami, tam odbiór motocykli i przez Albanię do Grecji z obowiązkowym zaliczeniem miejsca zlotu Super Rally 2023 - Igoumenitsy i przede wszystkim przejechanie się po Grecji, a także odwiedzenie najciekawszych historycznie oraz widokowo miejsc.
Lotnisko w Tiranie niewielkie, ale wygodne. Szybko odnaleźliśmy motorki - uzgodniliśmy odbiór 800 metrów od wyjścia. Pierwszy nocleg z powodu późnej godziny przylotu był tuż pod Tiraną, hotel Doanesia - dobra cena, przyjazny personel, podziemny parking etc.
Miły wieczór i trochę zapoznawcza impreza typu - po kolacji każdy przynosi szklanki …
Zespół : Bombiki, Kobyłki, Staszek Cybulski ze Zdzisią, mój kolega Kuba z żoną Ilonką no i my tzn Sosny. No to się poznaliśmy.
Następnego dnia po super śniadaniu, chyba najlepszym na całym wyjeździe, od rana w trasę bo czekało 440 km po nieznanych drogach Albanii i Grecji, częściowo w górach.
Całą Albanię skutecznie uciekaliśmy pięknymi krętymi górskimi drogami przed chmurami z deszczem. Spotkani na lunchu w górach Polacy na GS - ach, jadący w drugą stronę właśnie zakładali deszczówki. Krótka burza idealnie w czasie jedzenia pod wygodnymi parasolami, tuż za malowniczą miejscowością wypoczynkową Pogradec, pokazała jak śliski potrafi być pod butem tamtejszy asfalt. Trochę poczekaliśmy, przewiało drogę i dalej do granicy - widoki piękne, zielono, nitki wijącej się wśród gór trasy…
Granica - bardzo mili strażnicy albańscy przesunęli nas na sam początek kolejki do odprawy, formalności 5 minut i ruszamy - tu pierwsze krople deszczu. My w deszczówkach już od lunchu ( haha).
Dobrze, że szczególnie początkowo dobrej jakości asfalty. Zjeżdżamy z gór w kierunku Morza Egejskiego i naszego spania w Paralia Katerinis - Hotel Porto del Sol.
Ulewa dała się we znaki wszystkim i godziny w siodle również, bo razem z przerwami prawie 10 godzin jazdy. Hotel fajny, tuż obok plaży , na końcu deptaka tej wakacyjnej miejscowości. Rano super słonko, super humory, super kąpiele i super poparzenia u niektórych mimo filtrów. Lunch w przecudnej rodzinnej Tawernie obok plaży z widokiem,
Potem luzik, deptak, owoce na targu, kawa, lokalny ślub, satysfakcja że czasem i Grecy są poparzeni od słońca a muszą tak iść na wesele 😛. Ten dzień na reset bardzo się przydał. Widok ośnieżonych zboczy Olimpu z perspektywy miasta i plaży - jedyny w swoim rodzaju, ale chętnych na podjechanie bliżej i kilkugodzinny spacer na szczyt nie było. Spokojny poranek, bo kolejna trasa to tylko 190 km - droga w części nad morzem, postój na kawę w marinie w portowym Wolos i wreszcie hotel blisko morza, a przede wszystkim blisko kolejnych atrakcji - źródła i wodospady obok ruin wyroczni - Pytii.
Wypoczęci ruszamy po zostawieniu toreb w hotelu, głodni widoków i kąpieli w wodospadach. Przy śniadaniu pierwsze kłopoty. Jeden z motorków wydaje dziwne dźwięki z okolic skrzyni biegów. Po krótkiej rozmowie dwa motorki jadą do pobliskiego zakładu - klęska, bo to raczej kowal. Sprawa odłożona, tym bardziej że w drugim har lejku urwana śruba z poduszką silnika, więc będzie trzeba naprawdę gdzieś poszukać lepszego warsztatu. Ruszamy. Piękna górska droga, wąska, kręta , czy napewno dobra (?) - lokalesi potwierdzają. Jest wąska, górska ścieżka, oznaczona, przed którą zostawiamy motorki, a dalej pieszo drewnianymi kładkami nad rzeczką, aż do przejścia z łańcuchami jak na Orlej Perci . I tutaj część wycieczki uznała, że dotychczasowa droga była wystarczająco piękna z naciskiem na wystarczy. Pozostali głodni kąpieli porzucili kaski - bo obie ręce były potrzebna do łańcuchów i poszli. Wodospad super. Woda bardzo zimna. Miejsce piękn,e ale raczej nie kąpielowe.
Kolejny przystanek to słynne Termopile. Krótka wizyta w muzeum, film 3D i dalej przepiękną, krętą drogą przy górze Parnas. Widoki, agrafki, przestrzenie i zjazd z gór nad zatokę Koryncką do Makynii, tuż obok mostu w Patras. Hotel Marynia Beach na szczęście nie otworzył jeszcze ( tuż przed sezonem ) restauracji, więc po krótkim beforku poszliśmy do pobliskiej tawerny, gdzie było pysznie i pięknie. Siedzieliśmy nad samym morzem pod drzewami, a na zakończenie nauka tańca Greka Zorby i uznanie lokalnej grupki obserwatorów. Rano przejazd przez słynny most i śniadanie z panoramą na zatokę i przepływające pod podwieszanym mostem jachty i droga na Lefkadę. Dwa dni nad błękitnym morzem z porannym cudnym widokiem z okien pozwoliły się nieco zregenerować przed kolejną wyprawą w góry. Tym razem to obowiązkowy punkt odwiedzin czyli Meteory. Te przepiękne klasztory usytuowane na szczytach pojedynczych naturalnych kamiennych kolumn robią niesamowite wrażenie, podobnie jak niezliczone schod,y które trzeba pokonać by je odwiedzić i nacieszyć się widokami.
Powrót, tańce i do portu , prom na Korfu. Tam - do Lefkimi i kolejne dwa dni odpoczynku i lenistwa plus chyba najlepsza restauracja jaką mieliśmy przyjemność odwiedzić w czasie wyjazdu. Historia na osobną opowieść, ale polecam ( Tomata Corfiot Cuisine )
Z wyspy tym razem korzystamy z drugiego portu w stolicy i płyniemy malutkim promem, a właściwie barką, do Sarandy. A tu czeka najpiękniejsza, choć dość wymagająca trasa na Albańskim wybrzeżu do Wlory. To jedna z najpiękniejszych tras jakimi jechaliśmy w Europie, SH8 z punktem widokowym Panorama Llogara na przełęczy o tej nazwie.
Zrobiła na nas większe wrażenie niż słynna Trasa Transfogaraska w Rumunii, a to za sprawą morza, którego w rumuńskich górach nam zabrakło.
Zjechaliśmy na lekko miękkich nogach do Wlory i tu właściwie koniec, no bo jagnię z rusztu i biesiady można mieć praktycznie wszędzie. Droga do Tirany, jeden motorek już na lawecie, największe dziury, a właściwie obszary bez asfaltu na kilkanaście centymetrów na autostradzie. Na szczęście już pod samą stolicą pakowanie maszyn i czas wolny, bo kolejny dzień to już powrót. Polecamy.
Podsumowanie : Całkowity koszt około 14 tysięcy złotych za parę w tym 2600 za sam transport motocykla i podobnie za bilety lotnicze. Hotele na trasie :

Doanesia w Tiranie, hotel Porto del Sól w Katerini, Bay holiday hotel w Pythia (śniadania płatne),Makinia Beach w Makinia, welcome inn Lefkada ( bez śniadań ), Hotel Meteoris w Meteorach, Erofili Hotel Kavos Corfu, Hotel Roalb, Vlore, Albania oraz Lot Boutique Hotel w Tiranie.